Przyszła przyjaciółka matki. Trochę z nią posiedziałam po
czym poszłam do siebie o usnęło mi się więc nie pożegnałam się. Dzwonię
do niej potem przepraszać. I słyszę że wyglądałam słodko
Przeglądałam drzewa genealogiczne tworzone przez członków mojej rodziny. Popatrzyłam czy gdzieś nie mam oczywistego dopasowania mojego ojca. Ale musiałabym na to poświęcić więcej czasu i rozszerzyć konto. Olac. Na pewno nie dziś. Jeśli w ogóle. Dodałam nową żonę byłego wujka. Poszukałam daty śmierci brata babci. Zabolała mnie adnotacja przy kuzynie. Zmarły. Często jak o nim myślę to tak mam. Szkoda mi wujka i cioci, ale boli mnie to też w kontekście własnych przeżyć, własnego minionego życia. Czemu on???? To mogłam być ja. Tak samo mam gdy myślę o Agnieszce Nasiłowskiej, choć nie byłyśmy blisko boli mnie jej śmierć. Zaglądam na jej profil fb. Mija 9 lat. A we mnie Aga siedzi głęboko. Bo to mogło się przytrafić mnie. Rok wcześniej leżałam na stole operacyjnym. Moja przeszłość cały czas rzuca się cieniem na teraźniejszość. W ich osobach usiłuje znaleźć sens tego czemu tak się to życie potoczyło. Maciek i ja właściwie się nie znaliśmy. Ale to członek mojej rodziny. Mój krewny. ...
zastanawiam się czy gdyby nie wizja tak bliskiej operacji nie czułabym się lepiej psychicznie. Łamie się, naprawdę się łamie, noc w noc od niedzieli ból jest ledwo do wytrzymania. Muszę zacząc po południu codeinę łykac mimo że jest mega obżydliwa, może będzie łatwiej wytrwać. Chcę aby już był przyszły poniedziałek, abym była po zabiegu, podłączona do aparatur z zastępem pomocy medycznych pod bokiem które podadzą mi szybko działające środki przeciwbólowe jeśli zajdzie konieczność. Mam dość, serdecznie dość. Teraz gdy wiem co i dlaczego oraz jakie jest rozwiązanie i że operacja jest tak blisko każdy dzień jest torturą gdy tak bardzo boli. Lęk siedzi pod skórą, psychocznie jestem wrakiem człowieka. O poduszce nie napisąłam w grupie, do teresy pdezwałam się w nocy, zresztą na grupę też, przychodzę do domu i bym spała, zresztą w ciągu dnia tak samo. Jeszcze trochę muszę wytrzymać, tylko jak????? Wolałabym nie wiedzieć kiedy zabieg i trafić na sor z nagłym pogorszen...
Pojechałam z Agatą na Brudno do dziadka. Nie byłam w Dzień Dziadka i nie wiem czy w środę bym dała radę a będzie 1 rocznica. Zależało mi aby pojechać. I było nieźle. Wcale tak nie zmarzłam, płakać też specjalnie nie płakałam. Albo więc na tyle się pogodziłam, albo po prostu tyle już wypłakałam się że skończyły mi się łzy. Zdarzyło się jednak znów coś niezwykłego. Grób już był uprzątnięty, wiązanka i znicze (jeden od Agata co mnie bardzo wzruszyło) poustawiane, już się pomodliłam, kucnęłam by się pożegnać i zaczęłam płakać. I wtedy zerwał się wiatr poruszając drzewami. Nie wiem skąd ale po prostu wiedziałam że to znak od dziadka. Uśmiechnęłam się rozumiejąc znak - mam przestać. Wstałam, otarłam łzy i dotknęłam po raz ostatni i poszłam dalej spokojniejsza. gdybym umiała pomóc sobie samej tak ja pomagam innym robiąc w sumie "nic" byłabym najszczęśliwszą osobą na ziemi. tymczasem własne słowa kierowane do innych mają mnie samą w .... głębokim poważaniu ...
Komentarze
Prześlij komentarz