okno kuchenne
Przez 13 lat mieszkania tu oswoiłam się chcąc nie chcąc z tym mieszkaniem. Nie mogę nazwać go DOMEM. Nie mam swojego domu, no chyba że wynajmowane bemowo, w tej chwili tam się czuje najbardziej u siebie. I docelowo pewnie tam zamieszkam kiedyś. Oswoiłam się z tym mieszkaniem, z pomieszczeniami. Jedna rzecz tylko przyprawia mnie o dreszcze. Widok z okna kuchennego. Przypomina mi czasy gdy przyjeżdżałam tu z mamą do dziadka. Patrzyłam przez to okno jako symbol wolności. Widziałam autobusy które mogły mnie zabrać do domu. Czekałam na tę upragnioną chwilę gdy wizyta dobiegnie końca, patrząc przez to okno, obserwując ruch tęskniłam by do niego dołączyć, móc się ewakuować . Był w tym smutek i tęsknota, ogromna chęć wyrwania się i ucieczki. Dziś szczególnie w nocy gdy grasuje w kuchni jest to szczególnie trudne. Wtedy najczęściej dopadają mnie demony. I patrząc w to okno z którego widok jest niezmienny, z którego widok jest jedyną rzeczą w tym mieszkaniu której nie da się zmienić, napływ...