Posty

działo się - policja, straż i pogotowie oraz wywarzanie drzwi 12,01,2025

  Zawał serca dzisiaj. Akcja jak z horroru. Przychodzę do podopiecznego nie otwiera dzwonię i odbiera a słyszę ten telefon widzę to jest zwykła dziurka widzę że nie jest w łazience. Dzwonię do jego siostry ostatnio pił i faszerował się lekami nasennymi,  Ostatni kontakt był z nim w niedzielę wieczorem . Dzwonię do koordynatorek one do pracownika socjalnego zapada decyzja dzwonić na 112. Po paru minutach przyjechali. Pierw straż i policja. Mają jakieś takie urządzenie wsadzili w ten wizjer jest człowiek żyje oddycha. Jak już się dostali do środka to on chwiejnym krokiem wstał. Zaraz potem pojawili się ratownicy. Rzeczywiście wziął za dużo leków nasennych i nie mógł się dobudzić    Serce w gardle. Natomiast na panikę nie ma miejsca, adrenalina działa. jak dzwoni się z pomocy społecznej to po kilku minutach jest pomoc    Teraz to mi się chce śmiać, nie było nudno. Ale wtedy to martwiłam się zwyczajnie, po ludzku. To jest taki stres który zmusza d...

szpitalne pobyty

 3 hospitalizacje i każda inna  2013r r guz piersi  Gdyby nie mama nie zgodziłabym się, nie wiem czy to kwestia stanu psychicznego złego, tego że nigdy nie byłam w szpitalu czy to kwestia tego że jednak to guz piersi, a może wszystkie trzy na raz? dziś nie żałuje i jestem wdzięczna mamie za to. Wtedy jednak byłam za opcją którą o której wspominała babka robiącą usg - biopsja pierw. Historia nowotworowa babci sprawiła zapewne że od razu po zobaczeniu wyników lekarz zapytał się czy się zgadzam na zabieg. Wybór szpitala był oczywisty ze względu na to że było to miejsce z którego byłam kierowana poza tym ciocia pracująca nie była bez znaczenia. Panicznie się jednak bałam zwłaszcza narkozy. I mimo iż była rozmowa że przeprowadzą zabieg w znieczuleniu miejscowym to pytanie anestezjologa co to jest velaxin zwiastowało że moje leczenie antydepresyjne będzie miało wpływ na wybór sposobu znieczulenia. Nie pomyliłam się. Narkoza. A po niej wymioty. Już nie wspomnę o tym że nie umiem...

2011-12-27

  Poza chłopcami ciężko znaleźć coś na czymś budować mogę życie. Znaleziony pamiętnik z liceum wywołał szok, żal i smutek za utraconymi i zmarnowanymi latami, współczucie dla tej tak bardzo zagubionej i przerażonej dziewczyny którą byłam. Złość że nikt wcześniej mi nie pomógł. Zmieniłam się, ale cząstka tamtej mnie zawsze będzie gdzieś w środku przypominała mi jak łatwo mogę stracić wszystko co mam    Uczelnia? Udaje przed sobą że to nie ma znaczenia ale prawda jest taka że bardzo się boję, mam już fobie na jej punkcie. Gdzie jestem, na jakim etapie wiedzy? Nie mam pojęcia. Dziadka coraz bardziej nienawidzę, wszystko przez matkę która pozwala mu sobą manipulować i wtrącać się do naszego życia. Z babcią coraz gorzej. Ciężko patrzeć jak niknie w oczach. Ciotka i ja to wybuchówa mieszanka   Wigilia to porażka, 1 dzień świat jeszcze większa i gorsza. Dziś życie wróciło do normy jakby nigdy nie było świat. Ten rok był przeplatanką wielkich radości i rodzinn...

zaszczyt

 Poszłam dziś do swojego POZ-eta po skierowanie w związku ze zbliżającą sie wizytą u hematologa i receptę a w trakcie rozmowy dostałam propozycję pracy.  Normalnie szok Standardowo moje narzekanie na kręgosłup i pytanie czym się zajmuje czy nadal dziećmi po czym przypomniał sobie że seniorami i zapytał jak mi w pracy. Po czym słyszę że jeśli bym szukała pracy to żeby się do niego prywatnie zgłosić. Ma 88 letnią mamę która zaczyna niedomagać a wie że można mi zaufać.   Rety, jakie to budujące. Owszem jestem jego pacjentką od wielu lat, lubię go bardzo i mu ufam a tu się okazuje że facet nie tylko jest wspaniałym i empatycznym lekarzem ale również ma bardzo dobre zdanie o mnie.   Po prostu mega mi miło że ktoś darzy mnie takim zaufaniem  To w mojej sytuacji bardzo buduje samoocenę 

2.6.23

  Droga do zdrowia Wyczekiwana wizyta u ortopedy skończyła się skierowaniem na rezonans magnetyczny. Lekarz kumaty wiedział gdzie pójść aby szybko zrobić. Bach gruchnęła pandemia, badanie się przesunęło, wizyta z wynikami też. Skierowanie do neurochirurga, neurochirurg wysyła mnie na operację. Ale obecnie w szpitalu leczą tylko jedną chorobę, skierowaniem mogę się podetrzeć. Mija pół roku, zaczynam się interesować terminami. W Warszawie najszybciej 1,5 roku. Przypadek sprawia że dostaje namiary na prywatnego lekarza który w Łodzi załatwia mi zabieg w 2 miesiące. Operacja sprawia że zaczynam życie od nowa. Ile to trwa? Może rok. Nie zdążyłam się wyrehabilitować gdy zaczynam się znów gorzej czuć. Lekarz rehabilitacji kieruje mnie do neurologa. Ten zleca tomografię, po czym umywa ręce stwierdzając że to być może od kręgosłupa, nie jego działka. Lekarz POZ kieruje mnie do ortopedy, ale mówi mi też że ortopeda z tymi wynikami od razu wyśle mnie na rezonans. Jutro idę więc prywatnie na r...

3,06,2012

  Jestem lata świetlne od życia z przed 7 lat. Dotarłam na granicę życia i śmierci. I tylko cudem żyje, cudem nie postawiłam drugiej nogi w przepaść. Minęło tyle lat, a tak dobrze pamiętam każdą sekundę, każdą myśl i uczucie. Czasami zamykam oczy i znów tam jestem. Zmieniło się wszystko od tamtej pory. Wspomnienia z biegiem czasu nie stało się bledsze, uczucia słabsze. Koszmar tamtych dni już zawsze będzie budził grozę, przypominał co mogło się stać. Przekroczyłam nieprzekraczalną granicę i nic tego nie zmieni

2012-03--10

  Mieszkanie dziadka od piątku bez mebli. Nie wytrzymałam i musiałam dziś pojechać by zobaczyć i skonfrontować się. Znów płakałam. Mój dziadek nie żyje. Ta prawda bardzo powoli do mnie dociera i nadal nie chce do końca dotrzeć. W kościele nie mogłam się skupić, znów przed oczyma miałam sceny z pogrzebu. A gdy chciałam się pomodlić nie potrafiłam ZNÓW powstrzymać łez. Poruszył mnie widok księdza który był u nas w domu w styczniu. Za rok o tej porze nie będzie to już mój dom, mnie już w tej parafii nie będzie. Okres Wielkiego Postu jest dla mnie Drogą Krzyżową, idę nią ze smutkiem ale i pokorą. BĄDŹ WOLA TWOJA

02,02,2013

  Pojechałam z Agatą na Brudno do dziadka. Nie byłam w Dzień Dziadka i nie wiem czy w środę bym dała radę a będzie 1 rocznica. Zależało mi aby pojechać. I było nieźle. Wcale tak nie zmarzłam, płakać też specjalnie nie płakałam. Albo więc na tyle się pogodziłam, albo po prostu tyle już wypłakałam się że skończyły mi się łzy. Zdarzyło się jednak znów coś niezwykłego. Grób już był uprzątnięty, wiązanka i znicze (jeden od Agata co mnie bardzo wzruszyło) poustawiane, już się pomodliłam, kucnęłam by się pożegnać i zaczęłam płakać. I wtedy zerwał się wiatr poruszając drzewami. Nie wiem skąd ale po prostu wiedziałam że to znak od dziadka. Uśmiechnęłam się rozumiejąc znak - mam przestać. Wstałam, otarłam łzy i dotknęłam po raz ostatni i poszłam dalej spokojniejsza.     gdybym umiała pomóc sobie samej tak ja pomagam innym robiąc w sumie "nic" byłabym najszczęśliwszą osobą na ziemi. tymczasem własne słowa kierowane do innych mają mnie samą w .... głębokim poważaniu ...

17,01,2013

  zamykam się w sobie tak głęboko że potem boje się wychodzić do ludzi, zapominam jak wiele życzliwych osób jest wokół mnie. każdy dzień mi to udowadnia     nie wierze w to, mamy tendencje by nie dostrzegać życzliwych nam osób, dużo łatwiej jest przecież być samemu...     przychodzą takie momenty gdy mam absolutnie dość swojego życia, tej bezradności i nicości, że jestem zmęczona i znużona kręceniem się w koło, ciągłą tą walką która wydaje się bezsensowna. nie raz i nie dziesięć chciałam się poddać - uciec, zniknąć lub... sama nie wiem co. ale nie mogę. wczoraj staś się do mnie przytulił i powiedział że bardzo mnie kocha, jaś jak mnie zobaczył od razu na ręcę do mnie podszedł i dał buziaka. nie mogę ich zawieść, nie zrozumieją gdybym zniknęła. więc jeśli nie dla siebie, przyjaciół, rodziny to właśnie dla nich muszę walczyć o siebie. obiecałam i muszę dotrzymać. nie, nie muszę ale chce. jedyne czego jestem teraz pewna        
 Panikuje na każdą wzmiankę o mojej pracy, szefowej.  Wczoraj pani psycholog przekonywała mnie że powinnam się z kluczy rozliczyć. Jedyną opcją jaką teraz widzę to zostawienie kluczy w skrzynce.Na pytanie czego się boje zamilkłam. Widmo rozmowy z nią napawa mnie przerażeniem Dziś pierw Renata potem babcia zaczęła temat. O ile Renia szybko odpuściła jak powiedziałam że klucze w skrzynce jak znajdę robotę a reszta to sprawa między mną szefową i psychologiem, nawet rzeczy nie zamierzam odbierać o tyle babcia usiłowała ciągnąć temat - ciekawe o co poszło, zapytać Wiktora czy przychodzi, odebrać rzeczy - z każdym pytaniem moja odpowiedź: gówno mnie to obchodzi nabierającej ostrości (podszytej paniką przed którą ta agresja miała mnie bronić) i ostrości której ona nie zauważyła albo po prostu zignorowała nie rozumiejąc nie sprawiła że lawina pytań się skończyła. Co to zmieni (wiedza o co poszło) spytałam babcię. Z Wiktorem spotkam się pewnie w przyszłym tygodniu to na pewno zejdzie n...

27,12,2011

Poza chłopcami ciężko znaleźć coś na czymś budować mogę życie. Znaleziony pamiętnik z liceum wywołał szok, żal i smutek za utraconymi i zmarnowanymi latami, współczucie dla tej tak bardzo zagubionej i przerażonej dziewczyny którą byłam. Złość że nikt wcześniej mi nie pomógł. Zmieniłam się, ale cząstka tamtej mnie zawsze będzie gdzieś w środku przypominała mi jak łatwo mogę stracić wszystko co mam   Uczelnia? Udaje przed sobą że to nie ma znaczenia ale prawda jest taka że bardzo się boję, mam już fobie na jej punkcie. Gdzie jestem, na jakim etapie wiedzy? Nie mam pojęcia. Dziadka coraz bardziej nienawidzę, wszystko przez matkę która pozwala mu sobą manipulować i wtrącać się do naszego życia. Z babcią coraz gorzej. Ciężko patrzeć jak niknie w oczach. Ciotka i ja to wybuchówa mieszanka   Wigilia to porażka, 1 dzień świat jeszcze większa i gorsza. Dziś życie wróciło do normy jakby nigdy nie było świat. Ten rok był przeplatanką wielkich radości i rodzinnych dramatów....

25,12,2011

Nienawidzę wielkanocy,nienawidzę wigilii,nienawidzę bożego narodzenia,nienawidzę sylwestra.Zawsze kiedy wydaje mi się że dawno dawno temu zagubione szczęście rodzinne powróciło pojawia się ktoś/coś i te chwile psuje.Niech wiec te święta się skończą,niech ten straszny rok przeminie by wrócić do zwykłej codziennej beznadziejnej rutyny w której nikt nie musi udawać że białe jest czarne a czarne białe         Tym którzy wierzą jeszcze w "zdrowe, wesołe, szczęśliwe, pogodne, pełne rodzinnego ciepła święta bożego narodzenia i szczęśliwy nowy rok" życzę aby nigdy nie przekonali się że są to tylko słowa a rzeczywistość nie wygląda jak na obrazku świętej rodziny         Promieniejesz - usłyszałam. Bo jestem z wami szczęśliwa - odpowiedziałam. Kilka godzin później trafiłam do piekła gry kłamstw, przeinaczeń i niedomówień. Od tej pory nic nie jest już takie samo jak było. Miłość uskrzydla, rutyna zabija. Gdzie wiec jestem?    

30 października 2012 emocje

W codziennym życiu wydaje mi się że sobie radzę, nawet potrafię dać coś z siebie innym. Ale gdy dzieje się coś w moim własnym domu - odpadam. Babcia, na to hasło cały mój spokój i rozsądek znikają, emocje przejmują władzę. Kiedy widzę że coś jest nie tak działam, nie wiem jak mama mogła czekać co się wydarzy. Babcia wczoraj od świtu nie mogła ruszać ręką z bólu ani nic w niej utrzymać, lekko opuchła. Oczywiście lekarza nie chciała. Okłady sprawiły że wraca do normy. Ja jednak nadal jestem zdania że wbrew niej należało wezwać do domu lekarza. Teraz nic to nic poważnego ale kiedyś... Chyba jest ze mną gorzej niż mi się wydaje. W okresie urlopu zdrowotnego babcia też była poważnie chora i z zapaleniem płuc trafiła do szpitala. Jednakże wtedy umiałam poskromić emocje i zachować spokój. Teraz nie...

E UDAŁO MI SIĘ SPOTKAĆ OJCA 11 października 2013

  chyba pierwszy raz w życiu śnił mi się ojciec, był w szpitalu operowany a ja czekałam, kiedy wyszedł do mnie lekarz bez wahania poszłam za nim bo ojciec chciał mnie zobaczyć WTEDY ZADZWONIŁ BUDZIK I NIE UDAŁO MI SIĘ SPOTKAĆ OJCA
 Piotrek opowiadał mi o swoich marzeniach kim chciał być jak dorastał. Ja chciałam umrzeć. Kręgosłup rozwalony w wieku 12 lat nie dawał dużych perspektyw na przyszłość - ani praca stojąca ani siedząca, do tego zmagałam się z depresją. W serialu padło że liceum to był najwspanialszy okres. Dla mnie to było piekło. Jedyny pozytyw to że poznałam dwóch wspaniałych księży, katechetę i pedagog z którą do dziś mam kontakt. Pieprzona depresja. Nigdy nie patrzyłam w przyszłość, za bardzo skupiona na walce tu i teraz. Przyszłości nie widziałam, nie było jej dla mnie. Alternatywą dla tu i teraz była śmierć. I jak mam teraz żyć normalnie? Nic dziwnego że tak cholernie mi trudno, to tak kurewsko wciąż boli że musiałam tyle przejść, że nawet nie mogę odbyć normalnej rozmowy o marzeniach z dzieciństwa. Moją przyszłość wyklarowało samo życie, zajęłam się tym dzięki studiom. Stałam się niejako społecznikiem. Psycholog mówi że nie muszę mieć marzeń, że wystarczy iż mam plany, że coś chce zobaczyć, g...

11 października 2013 11 mam się zgłosić do szpitala

  no to już wiadomo wszystko - 12 listopada będą mi usuwać guza z piersi, 11 mam się zgłosić do szpitala
  Od początku swojego życia funkcjonujemy wśród słów. To one nas stwarzają i kształtują, kiedy jesteśmy małymi i większymi dziećmi - istotami najbardziej wrażliwymi i bezbronnymi wobec przekazu ze strony rodziców, dziadków, opiekunów w przedszkolu i szkole. Słowa nadają nam tożsamość, słowami jesteśmy ubierani albo w siłę i poczucie własnej wartości, albo w oczekiwania społeczne, które wynikają z lęku, unieruchamiają. Słowa tworzą wzorce myślenia i działania, z którymi każdy z nas nieświadomie idzie przez życie. Takie słowa są jak zaklęcia. Mogą odebrać głos, bo "dzieci i ryby głosu nie mają". Mogą zamrozić emocje, bo "chłopaki nie płaczą". Mogą zasłonić potrzeby - "nie rób kłopotu". Mogą zabrać odwagę wyrażania siebie, gdy wciąż słychać "nie wydziwiaj". Mogą uśpić w nas życie na długie lata. Na szczęście wobec tych słów-zaklęć nie jesteśmy bezbronni. Uświadomiwszy sobie, które fatalne sformułowanie steruje akurat nami, możemy je z...

28,08,2011

  Podstawą funkcjonowania dobrej rodziny są wspólne wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie, trzymanie się zawsze razem w dobrych i złych momentach, wzajemny szacunek niezależnie od podjętych decyzji. Gdy tego brakuje czy można wtedy nazywać się rodziną?     Rodzina to grupa ludzi między którymi występują WZAJEMNE więzi i relacje oparte na szacunku i tolerancji. Ja dodałabym też możliwość swobodnego wypowiadania myśli i uczuć oraz możliwość podejmowania decyzji z wiedzą że nikt nie odwróci się przez to. Gdzie jak gdzie ale to właśnie w rodzinie powinno się czuć swobodnie i najbezpieczniej, jeśli wiec nie można tak to nie ma więzi rodzinnych

21,08,2011

  Babcia wróciła i opowiada o wsi. Słuchałam pierw z radością potem zaczęło boleć. Ale już nie wyrabiam tematu, zaraz będę gryźć!!! Wychowałam się na wsi i kocham to miejsce. Chciałabym tam pojechać ale w tej sytuacji jest to niemożliwe     Jak mogło dojść do tego że najważniejszym czynnikiem prowokującym mnie do szybkiego powrotu do domu jest jego przyjazd? Czy może być gorzej?     No i się stało.Ignorowanie mnie to bardzo jasny dowód.Serce mi waliło gdy szłam otworzyć bramę.Wzięłam psa jako tarczę.Dzieńdobry odbyło się machając sobie przez szybę rękami.Pożegnania nie było.Żadnej rozmowy gdy wróciłam.Przykre?Tak ale to nie pierwszy raz.Z czasem przywykne.Swoją drogą to paranoja.Kocham jego wnuki jak własne,jestem chrzestną,widuje je znacznie częściej a i tak jestem ta zła.

22,08,2011

  Zastanawiam się jak dam radę pracować w zawodzie. Gdy chodzi o nagłą pomoc reaguje szybko i bez emocji, pierw działając potem myśląc. Jednak gdy mogę tylko być przy bliskiej mi osobie i tylko patrzeć jak cierpi zachowuje tyko pozory opanowania. W samotności łzy lecą strumieniem. Nie wiem czy sobie poradzę gdy będę w sytuacji zawodowej

"Dziennik Bulimiczki" - Brigitte Kolloch i Elizabeth Zóller (fragm.) 22,08,2013

  Kochaliście mnie, troszczyliście się o mnie. Ale ja do tej pory nie umiałam właściwie żyć z waszą miłością. Nie potrafiłam uczynić z niej błogosławieństwa. Musiałabym zbyt wiele siebie oddać, musiałabym być za bardzo inna, niż wy chcieliście. A moja odmienność raniłaby was. Dlatego pozostałam taka, jak wy chcieliście. Dlatego wasza miłość nie była błogosławieństwem. Być może aby być sobie wiernym, aby się spełnić trzeba być trochę stukniętym. Być może. Ale gdy za wszelką cenę chce się osiągnąć ten cel, jest się egoistą, rani się innych. W każdym razie tak się myśli. Dlatego że inni muszą się pogodzić z tym że nie jesteś taka jaką oni chcieliby cię mieć. O to chodzi. Mam marzenie, mam wiele marzeń. I będę wystarczająco stuknięta aby je realizować. A wy musicie mnie kochać taką jaka jestem. Razem z moimi marzeniami, taką jaka jestem.

depresja, dwie strony lustra

Depresja to choroba bezradności wobec zaniedbań wobec siebie. Człowiek widzi je, ale jest bezradny wobec niemocy, braku siły, chęci i energii. Zupełnie jak gdyby istniały dwie osoby obserwujące się po dwóch stronach lustra. Dwie całkowicie przeciwne osoby. Bezradność powoduje frustracje, bo depresja poprzez zaniedbania wpływa na stan zdrowia, na relacje z innymi ludźmi. Głowa myśli jedno, ciało robi zupełnie co innego. Chory widzi, wie jak powinno się postępować jednak mimo to robi zupełnie co innego i z każdą chwilą coraz głębiej zapada się w siebie aż w końcu widzi już tylko objawy a nie wyjście. Szczególnie frustrujące jest to gdy u osoby leczącej się już długotrwale. Nasilenie objawów to znak że choroba się zaostrza, że pojawił się jakiś kryzys/trudność z którą bez modyfikacji leczenia nie można sobie poradzić. A potem potrzeba czasu. Leki pomagają złagodzić objawy, psycholog przepracować trudności. Ale chory już od początku ma świadomość że nie stanie się cud i nie poczuje się nag...

Na ramiona swoje weź, o Panie, tych, co sami wrócić już nie mogą!

Jeden chleb co zmienia się w Chrystusa Ciało, z wielu ziaren pszenicznych się rodzi. Jedno wino, co się Krwią Chrystusa stało, z soku wielu winnych gron pochodzi. Jak ten chleb, co złączył złote ziarna, tak niech miłość złączy nas ofiarna. Jak ten kielich łączy kropel wiele, tak nas, Chryste, w swoim złącz Kościele. O Pasterzu, zgromadź w jednej swej owczarni zabłąkane owce, które giną. W jeden Kościół zbierz na nowo i przygarnij, byśmy jedną stali się rodziną. Na ramiona swoje weź, o Panie, tych, co sami wrócić już nie mogą! Niechaj zjednoczenia cud się stanie, prowadź nas ku niebu wspólną drogą!

10,03,2013

  Mieszkanie dziadka od piątku bez mebli. Nie wytrzymałam i musiałam dziś pojechać by zobaczyć i skonfrontować się. Znów płakałam. Mój dziadek nie żyje. Ta prawda bardzo powoli do mnie dociera i nadal nie chce do końca dotrzeć. W kościele nie mogłam się skupić, znów przed oczyma miałam sceny z pogrzebu. A gdy chciałam się pomodlić nie potrafiłam ZNÓW powstrzymać łez. Poruszył mnie widok księdza który był u nas w domu w styczniu. Za rok o tej porze nie będzie to już mój dom, mnie już w tej parafii nie będzie. Okres Wielkiego Postu jest dla mnie Drogą Krzyżową, idę nią ze smutkiem ale i pokorą. BĄDŹ WOLA TWOJA

4 marca 2014

  Czasami budzę się w nocy i nie wiem gdzie jestem. Leże we własnym łóżku, we własnej pościeli, z prawej stoi moje biurko i taboret, z prawej szafki. A mimo to czuje się obco. Szukam nie raz swojego wielkiego balkonowego okna które zawsze miałam przed nosem i jestem zdziwiona małym okienkiem z boku. Tęsknie bardzo za moimi fotelami, trzeszczącą podłogą i stołem. Beznadzieja..

20 stycznia 2013

 ostatnie miesiące nie należały do łatwych, wiele rzeczy się zmieniło, zmuszając mnie do przewartościowania życia, przez ten cały czas czułam wsparcie ze strony wielu bliższych i dalszych mi osób, mimo że czasami robiłam wiele - świadomie i nie świadomie - by ich zniechęcić do siebie. ostatnie dwa tygodnie stały się jeszcze trudniejsze, utrata dziadka - w sumie obcego człowieka - okazała się trudnym doświadczeniem. i znów otrzymuje wiele słów otuchy, wsparcia, pomocy. dziękuje wszystkim i proszę o więcej

ciągnie mnie coś w dół

 trzymają mnie macki przeszłości, zupełnie jakbyśmy były dwie, ale tamta ja to depresja, to nie jest moje prawdziwe oblicze, choć jest mi tak bliski sercu obraz mnie przerażonej, zagubionej, nic nie wartej, zamkniętej w swojej skorupie i bojącej się wystawić głowę na świat, nie, tamta ja to przeszłość, pokonałam tak wiele by być tu i teraz, skończyłam dość trudne studia, pochowałam dziadka i ojca, wygrałam z guzem piersi i przepukliną kręgosłupa, sięgnęłam po fachową pomoc i przeszłam oddział dzienny i jestem w dalszym ciągu w leczeniu farmakologicznym i psychoterapeutycznym, mam pracę, zawód w którym czuje się dobrze, rodzinę która mnie wspiera i przyjaciół, chrześniaków, jestem przyszywaną ciocią, moje życie ma wartość, ma sens, choć tak rzadko wciąż w to wierzę, choć jest tak trudno wyjść z tego morza gówna w którym tyle lat się taplałam.

17-01-2013 wpisy z fb

  przychodzą takie momenty gdy mam absolutnie dość swojego życia, tej bezradności i nicości, że jestem zmęczona i znużona kręceniem się w koło, ciągłą tą walką która wydaje się bezsensowna. nie raz i nie dziesięć chciałam się poddać - uciec, zniknąć lub... sama nie wiem co. ale nie mogę. wczoraj staś się do mnie przytulił i powiedział że bardzo mnie kocha, jaś jak mnie zobaczył od razu na ręcę do mnie podszedł i dał buziaka. nie mogę ich zawieść, nie zrozumieją gdybym zniknęła. więc jeśli nie dla siebie, przyjaciół, rodziny to właśnie dla nich muszę walczyć o siebie. obiecałam i muszę dotrzymać. nie, nie muszę ale chce. jedyne czego jestem teraz pewna       zamykam się w sobie tak głęboko że potem boje się wychodzić do ludzi, zapominam jak wiele życzliwych osób jest wokół mnie. każdy dzień mi to udowadnia   nie wierze w to, mamy tendencje by nie dostrzegać życzliwych nam osób, dużo łatwiej jest przecież być samemu...

Ty, Boże, wszystko wiesz, * Ty znasz moje serce. * Więc prowadź mnie wiekuistą drogą

Ty, Boże, wszystko wiesz, * Ty znasz moje serce. * Więc prowadź mnie wiekuistą drogą. 1. Przejrzałeś mnie i znasz mnie Panie. * Przenikasz naprzód myśli moje. * Znasz mój spoczynek i działanie, * poznałeś wszystkie drogi moje. Ref.  2. Otaczasz mnie, wiesz o mnie wszystko * i kładziesz na mnie rękę swoją. * Ta wiedza dla mnie jest przedziwna, * zbyt wielka, abym mógł ją pojąć. Ref. 3. Gdzież zdołam ujść przed Duchem Twoim? * Gdziekolwiek pójdę – Tyś obecny. * Na ziemi, w niebie, w morzu toni * Ty, Boże wielki, jesteś wszędzie. Ref. 4. Utkałeś mnie w żywocie matki: * w przedziwny sposób mnie stworzyłeś. * O, Boże, sławię Ciebie za to, * Twe dzieła godne są podziwu. Ref.

psycholog

 nie przetrwałabym tego tygodnia bez pani Hani, nie przetrwałabym następnych gdyby nie sesje,  mam takie uczucie znów że zawsze jak mi jest dobrze to potem dzieje się bardzo źle i chociaż daje radę to wiele mnie to kosztuje, mam dość sinusoidy, zaraz zacznę się bać gdy będzie mi za dobrze - jak podczas pobytu w  Łodzi

zarwana noc na l4

 co prawda fałszywe ale jednak i mimo 3,24 nie śpię bo zapomniałem leków a dość długo pracowałam nad cv i potrzebowałam się zrelaksować, ale jutro odeśpię, nie wstaje rano to się nie obawiam

moja walka z guzem

Zadzwiające jak doskonale pamiętam wydarzenia z przed 10 lat. Ta gulka w piersi którą któregoś majowego chyba poranka wykryłam w swojej piersi. I to przerażenie. Myśl o chłopakach. W ruch poszedł internet. Pierwsze na co napotkałam że to możliwe w czasie okresu. Niestety okres się skończył a zgrubienie pozostało. Cały czas nikomu nic nie powiedziałam. Pierwsza była mama. Wzięłam ją do małego pokoju. Ciocia nie wiem kiedy się dowiedziała i czy powiedziałam jej ja czy mama. Babci zakazałam im mówić. Poem się dowiedziałam że mama jej powiedziała i byłam zła. Gosia dowiedziała się przypadkiem. Jechałam gdzieś z nimi samochodem. Zapytała czy wszystko u nas w porządku bo śnił sie jej mój dziadek. Dziewczyny nie mam pojęcia. Wizyta u Satory. Uwielbiam faceta. Wytłumaczył mi jaką drogę będę musiała przejść. Trzeba zrobić USG ale on nie może mnie skierować, muszę iść do chirurga. Wizytę chyba ciocia załatwiała na Emilii Plater, lekarz to jej był jakiś jej znajomy ze szpitala albo po prostu wied...

rak

 niewiele pamietam z pierwszej babcinej walki z rakiem piersi, natomiast to co działo się z prababcią już doskonale, potem padło na mnie, Wiktor stwierdził że doskonale to pamiętam, nic dziwnego, dla mnie to był szok, ledwie skończyłam 27 lat, drugą walkę babci z rakiem pamiętam już doskonale, byłam już dorosła i jeździłam z nią na badania, zawoziłam i odbierałam ze szpitala potem na naświetlania, kiedy teraz padło podejrzenie nawrotu zamarłam, dzięki Bogu okazało się to mylne ale co każda z nas przeżyła wiemy tylko my, tego przerażenia i strachu związanego z hasłem rak nie da się z niczym innym porównać, każda choroba babci wywołuje reakcje, ale nowotwór jest przerażający , 5 raz przez to musiałam przejść i mam nadzieję że nigdy więcej

zboczenie zawodowe

Obraz
  wychodziłam dziś z koscioła i przede mna starsza babka się zachwiała, gdybym jej nie przytrzymała przewróciłaby się i pytam czy wszyststko w porządku zaczynamy rozmawiać, gdy powiedziała mi że czasami zdarza się jej zachwianie powiedziałam jej o konieczności chodzenia z laską, ona na to że nie umie, na to ja jej w sumie wykład zrobiłam że musi się nayczyć bo kiedyś to się źle skończy, patrzyła na mnie trochę zdziwiona że takie rzeczy wiem więc mówię jej że trafiło na specjalistę

czego ja jeszcze chce!?

Ten wyjazd do Krakowa uświadomił mi że jestem spełniona, mam wszystko o czym nie śmialam kiedyś marzyć co od dawna w sumie wiem. Aga, Marta i Teresa to moje najlepsze przyjaciółki, mam starszą siostrę z wyboru, rodzinę, koleżanki, pracę w której się spełniam, plany na przyszłość, jednym słowem można zakończyć terapię a i tak wolałabym umrzeć  czemu ja siebie tak bardzo nienawidzę, co ja sobie takiego zrobiłam że tak bardzo się krzywdzę, tak jakbym składała się z dwóch części, bo przecież osoba która to pisze i osoba którą byłam w pracy są jak ogień i woda czemu ja wciąż czuje się nic nie warta i nie godna tego co mam, swoją ciężką pracą zapracowałam na przyjaźń i zaufanie, latami faszeruje się prochami, zwierzam obcym z najgłębiej skrywanych i najboleśniej odczuwanych myśli i uczuć, przepłynęłam morze gówna aby być tu i teraz  a mimo to wciąż czuje słodki smak zamknięcia się w sobie, odizoliwania od wszystkich i wszystkiego, poddania się i pogrążenia w czarnej rozpaczy, nie dl...

tematy na terapie

 *o matce mówiłam ona * jak mama czegoś nie chciała mi dać mówiłam że da mi babcia/ciocia *niezdałam z wf - chciałam się wyprowadzać, bałam się że mama to zrobi *sytuacja z panią Marią *wpadka z p. Zosią i moja reakcja

znowu kate

 Jakieś zajęcia lekcyjne na które ona przychodzi nieprzygotowana, potem wykladowca mówi że ktoś z nas nie odebrał od niego telefonu, nikt się nie przyznaje więc on oddzwania i odzywa się numer Kate, pyta się jej co się z nią dzieje na to ona zapłakana że to mąż od ślubu ją bije i terroryzuje, odwracam się do niej i tulę ją, trochę ze złością mówię że tego powodu od miesięcy zawalała naszą przyjaźń i pytam czemu mi nie pwoiedziała, odpowiada mi jak miała powiedziedzieć z jego butem na swojej głowie, ciągle płacze mi w ramionach, mówię jej że wie iż mój dom stoi dla niej otworem, nie mam odwagi zapytać co się dzieje z synkiem, mówię jej że musi od niego odejść a ona na to że może w przyszłym tygodniu, że teraz nie może go zostawić Cholera jasna to już drugi sen o niej w krótkim odstępie czasu. Zastanawiam się czy to nie jakiś znak by się do niej odezwać, porozmawiam za tydzień o tych snach z psycholog. Nie wyobrażam sobie zresztą tego. Po ponad trzech latach napisać: hej miałam ostat...

28.10,2013-28,2023

Jest coś w tym że akurat w 10 rocznicę przeprowadzki byłam na cmentarzu u dziadków a zaplanowałam to nie patrząc na datę tylko aby ponieważ w środę 1 pracuje to w sobotę jechać by był porządek. Mama chyba nawet tej daty nie zauważyla a nawet jeśli nie zrobiła na niej wrażenia. Na mnie zrobiła. Od śmierci dziadka 10 lat temu wszystko się zaczęło, po jego śmierci pomału traciłam dom na bagateli, by ostatecznie w nocy z28 na 29 spędzić pierwszą z wielu nocy w domu dziadków. Twarz dziadka pamiętam. Twarzy Hanki wcale, ojca ledwo, z jakiegoś zdjęcia Irenkę. Gdy byłam na grobie ojca szła w moją stronę kobieta starsza bardzo do iry podobna, przyglądałam się jej mocno, myśląc że to ktoś z tamtej rodziny, bo przecież wszyscy których twarze kojarze leżą na tym cmentarzu. Potem powiedziałam kobiecie że jest bardzo podobna do mojej ciotki. Bo co innego miałam zrobić? Życie napisało dla mnie scenariusz nie z tego świata, rodem z produkcji holywoodu. I choć twierdziłam że to ok że pójdę sama do ojca...

psychoanaliza

 Ojciec odszedł jak byłam mała, ledwo go pamiętam ze własnych wspomnień, jego matkę i siostrę widziałam jak mnie zabrały z zerówki, ojczyma ojca nie wiem kiedy, nie mam z niż żadnych nawet mglistych wspomnień.  Mama straciła ojca w wieku 23 lat, potem było nieszczęśliwe małżeństwo z moim ojcem, niedawno dowiedziałam się że jej agresja z młodości była efektem różnych reakcji emocjonalnych. Biologiczni dziadkowie obaj lubiący pić. Karol się zapił.  Uwarunkowania genetyczne bardzo silne, plus trauma porzucenia, plus wychowywanie się bez ojca. I tak oto mamy kobietę lat 37 w leczeniu psychiatrycznym, po próbach samobójczych Co się takiego po drodze wydarzyło? Kto zawiódł, kto nie pomógł, kto sprawę olał, kto sobie nie poradził? Najłatwiej zauważyć zaniedbania ze strony szkoły, w której tajemnicą poliszynela musiało być że sobie nie radzę, że są ze mną problemy wykraczające poza zasięg dysleksji. Pedagog 9 lat miała mnie pod opieką, rok była moją wychowawczynią. I ona spotykaj...

sen z kasią i wojtkiem naszym synkiem

 śniła mi się kasia, byłyśmy gdzieś na wycieczce, zwiedzałyśmy, byłyśmy w kościele i stwierdziła że jak mamy jeszcze zwiedzać to musimy iść i okazało się że nie bardzo już mamy co, potem w autobusie stwierdziłam że możemy poprosić kierowcę aby nas wcześniej wypuscił ale przejechałyśmy trasę łazienkowską i dopiero na politechnice się zatrzymał, ale ja miałam z duży brzuch i bagaże więc miałam problem aby się przecisnąć, potem zbierałyśmy rozrzucone kwiaty i ja jej usiłowałam wcisnąć chwila do bukietu kwiatki chwasty których nie chciała, tarzałyśmy się w trawie na co pojawiła się moja mama ale widząc że obok mnie nie leży chłopak tylko przyjaciółka nie było wykład, mimo to kazała mi wracać do domu, chwilę potem dostaje smsa od niej ze zdjęciem że właśnie urodziła naszego syna, kolejna scena to imieniny mamy, tłum gości na bagateli, mama się schowała więc ja ją na siłę przyporowadzam na sto lat i świeczki, pamiętam włodka, kaśkę kiedrowicz z asią, zuzą i lidką, Gosię z córeczką, chyba...

wujek jurek w szpitalu - tragokomedia

 Wczoraj sis zrobiła posta że pilnie potrzebuje konsutacji z pracownikiem socjalnym, domyślałam się że chodzi o jej ojca więc napisałam że jeśli to ta sprawa to mogę uruchomić kontakty. Oddzwoniła mówiąc że w sobotę pojechała z mamą  i kaśką zawieźć ojcu żarcie i była mega awantura że on tam mieszka a jak poszły do niego to bredził. Zadzwoniły po karetkę i zabrała go do szpitala a teraz do kaśki dzwonią z niego i podejrzewa że chcą aby go zabrały a ona nie odbiera. Popisałam po znajomych i dwie dziewczyny mi odpisały to co w sumie wiem, że skoro jest bezdomny i nienadaje się do samodzienego funkcjonowania a rodzina odmawia to szpital/pracownik socjalny muszą go skierować Po rozmowach z dziewczynami powiedziałam sis by w tej chwili olała sprawę bo nie ma względem niego żadnych obowiązków ew w poniedziałek odezwała się i powiedziała że nikt wujka nie zabierze a kaśce by nie odbierała Dziś sis pisze czy z nią pojadę do szpitala. nie miałam ochoty ale to przyjaciółko-kuzynko-siost...