milowe kroki

 Pierwszy szok - neurochirurg. Zawsze mi się wydawało że to mega poważne, że to nie będzie dotyczyć nigdy mnie. Bagatelizowałam swój stan? Być może trochę, ale spotkanie z tą wydawało mi się mega poważną specjalizacją mnie nigdy nie dotknie a jeśli to gdy będę umierająca. Tymczasem miałam 34 lata. Moja babcia była w okolicach 80tki gdy miała konsultacje. Bardzo się bałyśmy.

Szok drugi, widziałam go przy czytaniu formularza zgody a zabieg a teraz z perspektywy czasu uświadamiam sobie jak poważną rzeczą była operacja kręgosłupa, szyjnego do tego. Tymczasem ból w kosmos i desperacja lewel milion, w operacji widziałam jedyny sposób ratunku. Dziś jak mówię o tym komuś widzę te reakcje szoku, że tak młoda dziewczyna i takie rzeczy. Wtedy chciałam tylko aby przestało boleć i nie ważne czy zdechnę, będę sparaliżowana czy zdrowa

W międzyczasie leki przeciwbólowe. Trzeci krok, kodeina. Kojarzy mi się raczej z pacjentami w terminalnym stadium raka a nie z kimś kto ma problemy z kręgosłupem.

Teraz czwarty - plastry przeciwbólowe i fentanyl. Kolejna rzecz kojarzącą mi się z terminalnym stadium raka. Do tego fentanyl, narkotyk z amerykańskich seriali. Teraz to moja codzienność.

A i blokada. Czyli coś co dotyka sportowców. A nie ze zwyczajnymi osobami z problemami z kręgosłupem.  

 JPR..... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maciej

zaszczyt

bol