4.07.2019 ojciec

Korzystając z okazji że wcześniej skończyłam pracę i z tego że mnie już nosi wybrałam się na cmentarz do ojca. I było mega ciężko. Wydawało mi się że już funkcjonuje normalnie, że mam najgorsze za sobą. Myliłam się. Całe życie broniłam się przed cierpieniem jakie niosła za sobą nieobecność ojca, babki i ciotki. Dziś pękłam. Bo to co się stało już się nieodstanie. I nigdy nie dowiem sie dlaczego. Osobie o tak drobiazgowej naturze jak ja jest mega ciężko przejść nad tym do porządki dziennego. Oni nie żyją i nic tego nie zmieni. Trochę sobie wypłakałam do nich wszystkie swoje żale. Bardzo bym chciała przejść w końcu terapię, z milion razy powtórzyć jeszcze te same rzeczy i wreszcie pogodzić się z teraźniejszością, zapomnieć i wybaczyć przeszłość. Ruszyć dalej. Budując na potencjale który mam. Wykorzystać siłę jaka płynie we mnie z trudnego dzieciństwa. Przestać być połową samej siebie. Papierkiem który wyrzucili do śmieci. To najtrudniejsze. Rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Tymczasem część mojej własnej najbliższej rodziny okazała sie hujowa. Wartości których nauczono mnie w domu nijak nie mają wobec tych ludzi przeniesienia. Teresa, Aga, Kate. Mam je zabrać na cmentarz by poznały mojego ojca? To takie nierzeczywiste.

Tak. Mija 1,5 roku od śmierci ojca a ja wciąż mam chaos w głowie i sercu

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maciej

milowe kroki

Ty, Boże, wszystko wiesz, * Ty znasz moje serce. * Więc prowadź mnie wiekuistą drogą