rozważania 22.09.2019

Czekam na telefon z pzp kiedy zwolni się miejsce u psychologa. Dziś w autobusie zastanawiałam się w sumie po co mi to. Aż do tej wiadomości że być może ten koleś jest moim krewnym. I rozleciałam się w drobny mak. Myślałam czasem o szukaniu krewnych ale drzewo genealogiczne nigdy nie pokazało mi dopasowań po stronie rodziny ojca. Nikt też nie pojawił się na pogrzebie ojca. A ja w rodzinie podobno funkcjonowałam jako jakaś córka tomka. Siostra babki gdy przedstawiłam się z imienia i nazwiska nie wiedziała kim jestem. Ja sama o pradziadkach czy rodzeństwie dziadków nie wiem nic. I w takim momencie gdy poznaje kogoś i mam mówić o rodzinie czuję się niekompletna. Czuję się jak czegoś poł. Mała byłam jak się rodzice rozstali, nie wiele wieksza gdy ojciec zniknął z mojego życia. Gdy miałam 19 lat spotkałam się z nim (nawet nie wiem jak to się stało) ale ta rozmowa przypominała rozmowę z dzieckiem (czyt ojcem po alkoholu). Żenada. Nic się nie zmieło po tym, nawet mi o śmierci babki nie powiedział.

Babka jak miałam 16 lat (po 10) spróbowała nawiązać kontakt ale choć wiedziałam kto dzwoni byłam zbyt zraniona po niedawnej śmierci ukochanej prababci że powiedziałam iż moja babcia nie żyje i odłożyłam słuchawkę. Gdy 3 lata później zadzwoniła by powiedzieć o śmierci swojej córki pogoniłam ją - zresztą i tak było już po pogrzebie ciotki - i tylko dzięki temu że powiedziałam o wszystkim mamie i rozmawiały wobec tego matka w święta zadzwoniła dowiedziałam się iż babka też nie żyje.

Teraz mam mieszane uczucia. Nie nadaje się do tego. Z jednej strony chce faceta zablokować, z drugiej poznać lepiej. Mam w sobie taką potrzebę - być może patologicznego rozdrapywania ran - że chciałbyś mu albo komukolwiek kto mnie nie zna opowiedzieć o tej pustce jaką mam w życiu. Chciałabym aby ktoś mnie wreszcie zrozumiał.

Psycholog. Jeśli trafię na kogoś sensownego byc może zerwe ten strup po raz ostatni. Bo tak naprawdę nigdy porządnie nie przepracowałam tematu ojca i jego rodziny. A czuję że tego potrzebuje i to nie z chorej potrzeby umartwiania sie i wzbudzenia litości ale by wreszcie poczuć się dobrze z samą sobą i nie rozlatywac się na każdą wzmiankę o przeszłości i rodzinie ojca która jest mi całkiem obca i to boli. Póki ten ból nie odejdzie nigdy nie będę w pełni sobą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maciej

milowe kroki

Ty, Boże, wszystko wiesz, * Ty znasz moje serce. * Więc prowadź mnie wiekuistą drogą