sm
panadol femina, nalgesin a zwłaszcza dafalgen kodeina który się
rozpuszcza w wodzie mam 2,5 opakowania, to plus któryś z leków
przeciwbólowych i będzie po mnie
to czasem tak bardzo kusi
zwłaszcza jak czytam o dawce maksymalnej
dziś znowu się obudziłam z myślą że mam cały czas świata, jestem sobie jak więzień który ma swoje obowiązki - moje to zakupy i spacery z psem - ale prócz tego nic od niego nie zależy, ja też nie jestem wolna
zastanawiam się czy powiem o tym w czwartek pani psycholog, tak bardzo chciałabym się z nią i lekarką spotkać osobiście, wtedy bym na pewno powiedziała, raczej na pewno, teraz wątpię czy to zrobię, nie mogę dać się zamknąć w szpitalu, nie mogę być chora bo w domu jestem potrzebna, ale życie pomału przestaje być moje, przestaje mnie cieszyć, kilka obowiązków i cały czas świata dla mnie - pod warunkiem że realizuje go w domu, od ponad miesiąca.
może warto mieć tu pod zamkniętym wpisem także list pożegnalny?
tak łatwo jest to zrobić, tak łatwo i bezboleśnie podczas gdy one śpią byłoby wypić tabletki i po krzyku
moja rodzina, moi przyjaciele, moje dzieciaki - tyle osób mnie kocha i strasznie przeżyje moją śmierć. być może domownicy sobie z nią nie poradzą.
tylko że co one w domu robią aby mi pomóc, gdzie moja cisza i spokój rano? babcia musi chodzić w nocy do talety i nie zamykać drzwi, co chwila coś zmywać, iść do kuchni kiedy idę ja, mama wieczorami nawet tv nie wyłączy ani drzwi nie zamknie gdy gada i krzyczy do tej słuchawki a przecież ja wszystko słyszę
chce wyjść to panika, spotkać się z nikim czy kogoś zaprosić nie można, nie widzą jak się osuwam, jak mnie to wykańcza? nie jestem wszyscy, ja to ja, nikt za mnie zycia nie przeżyje, nikt za mnie nie odpowiada, sama podejmuje decyzje a jestem zmęczona, tak cholernie zmęczona, teraz babcia stoi w drzwiach a ja udaje że jej nie widzę, chcę trochę prywatności więc stukałam w klawisze póki nie poszła nie zwracając uwagi na błędy, dopiero teraz gdy poszła wracam i jej poprawiam, cały czas skupiona byłam na klawiszach z literkami, w końcu pisze tu o tym że nie chce i nie mam siły żyć, taki jest ten dom
z jednej strony nie mogę się doczekać aż wyjadą, ale niestety mama zostaje i wcale nie będzie cicho, z drugiej będzie mi brakowac babci, bo jak siedzi w pokoju i jest cicho to super że jest
szukam forum dla samobójców, napisałam maila o namiary bo kiedyś należałam
chyba tylko z ludźmi takimi jak ja chciałabym teraz o tym porozmawiać, niestety wiem jaki to znak, nic nie mówię a myślę, chce i planuje, jeszcze cos mnie trzyma przy życiu, jeszcze szukam pomocy i na czymś mi zależy
ale jak długo?
istnieje realne ryzyko, nie jestem siebie pewna i wcale nie chce pomocy
chce tylko aby życie wróciło do normy, aby skończyły się ograniczenia a ludzie przestali bać
a przed samobójstwem?
zamkną mnie w psychiatryku i nafaszerują lekami, będą pilnować, mówić że tylko choroba? że to minie? tyle to ja sama wiem
nie wiem co będzie dalej dokąd mnie to życie zaprowadzi
jestem chora ale jestem także zmęczona, tak piekielnie i cholernie zmęczona
jeśli ktoś to przeczyta po mojej śmierci
WYBACZCIE MUSIAŁAM, TO MOJA ŚWIADOMA DECYZJA NIE CHOROBY, MÓJ AKT EGOIZMU, ZROBIENIA COŚ DLA SIEBIE, NIE BOJĘ SIĘ WIRUSA, NIE BOJĘ SIĘ ŚMIERCI,
PRZERAŻA MNIE TYLKO WASZA PANIKA I SKUPIENIE NA SOBIE I NA WŁASNYM BEZPIECZEŃSTWIE, WIDZENIE WSZEDZIE ZARAZY I NIEBEZPIECZEŃSTWA, WRAZ Z OGŁOSZENIEM PANDEMII ŚWIAT SIĘ SKOŃCZYŁ,
NIE DLA MNIE, JA CHCĘ NORMALNIE ŻYĆ ALE W DOMU NIE ZAPRASZAJĄ NIKOGO ZE STRACHU ANI PRZYJACIELE ZA BARDZO SIĘ BOJĄ BY SPOTKAC, A TELEFON MI NIE WYSTARCZA
LEKARZE NIE CHCĄ MNIE LECZYĆ, PORADNIA LECZENIA BÓLU I ORTOPEDA ODWOŁANI, PSYCHOLOG NA TELEFON
NIE CHCE TAK ŻYĆ
to czasem tak bardzo kusi
zwłaszcza jak czytam o dawce maksymalnej
dziś znowu się obudziłam z myślą że mam cały czas świata, jestem sobie jak więzień który ma swoje obowiązki - moje to zakupy i spacery z psem - ale prócz tego nic od niego nie zależy, ja też nie jestem wolna
zastanawiam się czy powiem o tym w czwartek pani psycholog, tak bardzo chciałabym się z nią i lekarką spotkać osobiście, wtedy bym na pewno powiedziała, raczej na pewno, teraz wątpię czy to zrobię, nie mogę dać się zamknąć w szpitalu, nie mogę być chora bo w domu jestem potrzebna, ale życie pomału przestaje być moje, przestaje mnie cieszyć, kilka obowiązków i cały czas świata dla mnie - pod warunkiem że realizuje go w domu, od ponad miesiąca.
może warto mieć tu pod zamkniętym wpisem także list pożegnalny?
tak łatwo jest to zrobić, tak łatwo i bezboleśnie podczas gdy one śpią byłoby wypić tabletki i po krzyku
moja rodzina, moi przyjaciele, moje dzieciaki - tyle osób mnie kocha i strasznie przeżyje moją śmierć. być może domownicy sobie z nią nie poradzą.
tylko że co one w domu robią aby mi pomóc, gdzie moja cisza i spokój rano? babcia musi chodzić w nocy do talety i nie zamykać drzwi, co chwila coś zmywać, iść do kuchni kiedy idę ja, mama wieczorami nawet tv nie wyłączy ani drzwi nie zamknie gdy gada i krzyczy do tej słuchawki a przecież ja wszystko słyszę
chce wyjść to panika, spotkać się z nikim czy kogoś zaprosić nie można, nie widzą jak się osuwam, jak mnie to wykańcza? nie jestem wszyscy, ja to ja, nikt za mnie zycia nie przeżyje, nikt za mnie nie odpowiada, sama podejmuje decyzje a jestem zmęczona, tak cholernie zmęczona, teraz babcia stoi w drzwiach a ja udaje że jej nie widzę, chcę trochę prywatności więc stukałam w klawisze póki nie poszła nie zwracając uwagi na błędy, dopiero teraz gdy poszła wracam i jej poprawiam, cały czas skupiona byłam na klawiszach z literkami, w końcu pisze tu o tym że nie chce i nie mam siły żyć, taki jest ten dom
z jednej strony nie mogę się doczekać aż wyjadą, ale niestety mama zostaje i wcale nie będzie cicho, z drugiej będzie mi brakowac babci, bo jak siedzi w pokoju i jest cicho to super że jest
szukam forum dla samobójców, napisałam maila o namiary bo kiedyś należałam
chyba tylko z ludźmi takimi jak ja chciałabym teraz o tym porozmawiać, niestety wiem jaki to znak, nic nie mówię a myślę, chce i planuje, jeszcze cos mnie trzyma przy życiu, jeszcze szukam pomocy i na czymś mi zależy
ale jak długo?
istnieje realne ryzyko, nie jestem siebie pewna i wcale nie chce pomocy
chce tylko aby życie wróciło do normy, aby skończyły się ograniczenia a ludzie przestali bać
a przed samobójstwem?
zamkną mnie w psychiatryku i nafaszerują lekami, będą pilnować, mówić że tylko choroba? że to minie? tyle to ja sama wiem
nie wiem co będzie dalej dokąd mnie to życie zaprowadzi
jestem chora ale jestem także zmęczona, tak piekielnie i cholernie zmęczona
jeśli ktoś to przeczyta po mojej śmierci
WYBACZCIE MUSIAŁAM, TO MOJA ŚWIADOMA DECYZJA NIE CHOROBY, MÓJ AKT EGOIZMU, ZROBIENIA COŚ DLA SIEBIE, NIE BOJĘ SIĘ WIRUSA, NIE BOJĘ SIĘ ŚMIERCI,
PRZERAŻA MNIE TYLKO WASZA PANIKA I SKUPIENIE NA SOBIE I NA WŁASNYM BEZPIECZEŃSTWIE, WIDZENIE WSZEDZIE ZARAZY I NIEBEZPIECZEŃSTWA, WRAZ Z OGŁOSZENIEM PANDEMII ŚWIAT SIĘ SKOŃCZYŁ,
NIE DLA MNIE, JA CHCĘ NORMALNIE ŻYĆ ALE W DOMU NIE ZAPRASZAJĄ NIKOGO ZE STRACHU ANI PRZYJACIELE ZA BARDZO SIĘ BOJĄ BY SPOTKAC, A TELEFON MI NIE WYSTARCZA
LEKARZE NIE CHCĄ MNIE LECZYĆ, PORADNIA LECZENIA BÓLU I ORTOPEDA ODWOŁANI, PSYCHOLOG NA TELEFON
NIE CHCE TAK ŻYĆ
Komentarze
Prześlij komentarz