Przeglądałam drzewa genealogiczne tworzone przez członków mojej rodziny. Popatrzyłam czy gdzieś nie mam oczywistego dopasowania mojego ojca. Ale musiałabym na to poświęcić więcej czasu i rozszerzyć konto. Olac. Na pewno nie dziś. Jeśli w ogóle. Dodałam nową żonę byłego wujka. Poszukałam daty śmierci brata babci. Zabolała mnie adnotacja przy kuzynie. Zmarły. Często jak o nim myślę to tak mam. Szkoda mi wujka i cioci, ale boli mnie to też w kontekście własnych przeżyć, własnego minionego życia. Czemu on???? To mogłam być ja. Tak samo mam gdy myślę o Agnieszce Nasiłowskiej, choć nie byłyśmy blisko boli mnie jej śmierć. Zaglądam na jej profil fb. Mija 9 lat. A we mnie Aga siedzi głęboko. Bo to mogło się przytrafić mnie. Rok wcześniej leżałam na stole operacyjnym. Moja przeszłość cały czas rzuca się cieniem na teraźniejszość. W ich osobach usiłuje znaleźć sens tego czemu tak się to życie potoczyło. Maciek i ja właściwie się nie znaliśmy. Ale to członek mojej rodziny. Mój krewny. ...
Pierwszy szok - neurochirurg. Zawsze mi się wydawało że to mega poważne, że to nie będzie dotyczyć nigdy mnie. Bagatelizowałam swój stan? Być może trochę, ale spotkanie z tą wydawało mi się mega poważną specjalizacją mnie nigdy nie dotknie a jeśli to gdy będę umierająca. Tymczasem miałam 34 lata. Moja babcia była w okolicach 80tki gdy miała konsultacje. Bardzo się bałyśmy. Szok drugi, widziałam go przy czytaniu formularza zgody a zabieg a teraz z perspektywy czasu uświadamiam sobie jak poważną rzeczą była operacja kręgosłupa, szyjnego do tego. Tymczasem ból w kosmos i desperacja lewel milion, w operacji widziałam jedyny sposób ratunku. Dziś jak mówię o tym komuś widzę te reakcje szoku, że tak młoda dziewczyna i takie rzeczy. Wtedy chciałam tylko aby przestało boleć i nie ważne czy zdechnę, będę sparaliżowana czy zdrowa W międzyczasie leki przeciwbólowe. Trzeci krok, kodeina. Kojarzy mi się raczej z pacjentami w terminalnym stadium raka a nie z kimś kto ma problemy z kręgosłupem. T...
Poszłam dziś do swojego POZ-eta po skierowanie w związku ze zbliżającą sie wizytą u hematologa i receptę a w trakcie rozmowy dostałam propozycję pracy. Normalnie szok Standardowo moje narzekanie na kręgosłup i pytanie czym się zajmuje czy nadal dziećmi po czym przypomniał sobie że seniorami i zapytał jak mi w pracy. Po czym słyszę że jeśli bym szukała pracy to żeby się do niego prywatnie zgłosić. Ma 88 letnią mamę która zaczyna niedomagać a wie że można mi zaufać. Rety, jakie to budujące. Owszem jestem jego pacjentką od wielu lat, lubię go bardzo i mu ufam a tu się okazuje że facet nie tylko jest wspaniałym i empatycznym lekarzem ale również ma bardzo dobre zdanie o mnie. Po prostu mega mi miło że ktoś darzy mnie takim zaufaniem To w mojej sytuacji bardzo buduje samoocenę
Komentarze
Prześlij komentarz